czwartek, 15 grudnia 2016

Rozdział VIII

*Lili wyjechała z Mają, ma jej pilnować, żeby nie przesadzała z pracą (obiecała Vic i Kendallowi) i tym samym spędzić więcej czasu z siostrą
Wiktoria
Włożyłam klucz do zamka i przekręciłam dwa razy w lewo. Pociągnęłam za klamkę tym samym powodując, że drzwi od mieszkania Mai otworzyły się. Weszłam powoli do środka i rzuciłam klucze na pobliski mebel, znając mnie pewnie potem będę ich w pośpiechu wszędzie szukać. Spojrzałam smutno na zegarek wiszący na ścianie i cichutko westchęłam, całe kilka tygodni sama. Maja przed wyjazdem mówiła, że zawsze mogę zaprosić chłopaków albo Alexę, na pewno w każdej chwili z chęcią do mnie przyjdą. Niby jej wierzę, ale nie chcę też nikomu przeszkadzać, z pewnością mają milony swoich spraw, a jeszcze taka "ja" wali im się na głowę.
-Odpada! - Mruknęłam sama do siebie, i jakby na potwierdzenie tego pokręciłam kilka razy głową na boki.
Skoro było już po dwudziestej postanowiłam zrobić sobie długą kąpiel i pójść szybciej spać skoro jutro idę do pracy. Skierowałam się do jednej z łazienek i zaczęłam nalewać do wanny ciepłej wody, zapaliłam parę świeczek, włączyłam radio - leciała jakaś spokojna melodia.
-Idealna atmosfera! - Zdecydowanie powinnam przestać mówić sama do siebie.
Kiedy weszłam do wanny poczułam kojące ciepło, przymknęłam oczy wsłuchując się w melodie i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza. Wystraszona nagłym hałasem zachłysnęłam się wodą, oczywiście zapomniałam, że wciąż biorę kąpiel i widać tego skutki. Wychodząc z wody i przebierając się w jedną z moich ulubionych satynowych koszul nocnych, rozmyślałam co mogło spowodować moją nagłą pobudkę. Pierwsza myśl to trzask zamykanych dzrwi. O Mój Boże, czy ja wogóle je zamknęłam? A co jak to jakiś włamywacz albo płatny zabójca, a może handlarz ludzkimi narządami? Okradnie, zabije, poćwiartuje, sprzeda? STOP! Za dużo myśli, wdech i wydech. Spokojnie bez paniki może to tylko przeciąg i nie potrzebna ta cała wariacja. Wyłączyłam radio i na trzęsących nogach weszłam do salonu. Wszystko jest w porządku, najwyraźniej mam omamy słuchowe. Wzięłam jeszcze kilka wdechów dla uspokojenia i skierowałam się do kuchni w celu zjedzenia wczorajszej serowej zapiekanki z makaronem. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że widzę jak jakiś cień się rusza, ale to zdecydowanie moja zbyt wybujała wyobraźnia płata mi figle. Ale ja jestem głupia! To pewnie Foxi znowu rozrabia. Uśmiechnęłam się sama do siebie, że w końcu udało mi się rozwiązać zagadkę tego całego zamieszania. Byłam niczym Sherlock Holmes!
Nagle światło zgasło. Ciemność, nic poza tym. Czy to korki wysiadły? Co za dzień! Nagle poczułam jak ktoś przykłada mi rękę do ust, mój oddech przyśpieszył, serce biło szybciej niż zwykle. Aha, a jednak miałam racje! Ale to chyba raczej nie czas na myślenie o tym.
-Chciałem po dobroci, ale za to Ty nie już niezupełnie, więc będę musiał sam pozbyć się problemu. - Mężczyzna szepnął mi do ucha, a do moich nozdrzy dostał się odór alkocholu.
Ten obrzydliwy znajomy głos, ale nie mogę sobie przypomnieć kto to jest. Nie wiem nawet o co mu chodzi, o jakim on problemie mówi? W nikłym świetle lamp zza okna dostrzęgłam jak owy mężczyzna trzyma jakiś przedmiot w swojej prawej ręce. Postanowiłam działać szybko i ugryzłam go lewą dłoń i ślepo kopiąc w czuły punkt.
-Suka!
Jednak nie byłam tak szybka mi się wydawało, włamywacz dźgnął mnie nożem w brzuch. Syknęłam z bólu i upadłam na kolana, dotknęłam bolącego miejsca i poczułam, że moja ręka zetknęła się z czymś mokrym i lepkim. Cholera, ja krwawię! Szybko się ocknęłam i chwiejnym krokiem postanowiłam poszukać włącznika. Po paru sekundach znalazłam to czego szukam i ciemność ustaliła miejsce jasności. Spojrzałam na mężczyznę, miał kominiarkę przez co nie mogłam zobaczyć jego twarzy, co z kolei utrudnienia mi jego identyfikację. Opierał się o kuchenny blat trzymajać się za swoje kroczę. Czyli kopnęłam go po swojej myśli, można powiedzieć, że jesteśmy 1:1. Spojrzał na mnie, a ja myśłałam, że zaraz zwymiotuje, dostałam gęsiej skórki, cała moja radość z triumfu nagle gdzie zniknęła.
-To nie ta dziwka! Gdzie jest ta druga? Gadaj! - pośpieszał mnie
Czy jemu chodziło o Maję? Chyba ma coś nie tak pokolei w głowie, jeśli myśli, że mu powiem. I tak nie jestem w stanie wydobyć siebie z żadnego dzwięku, więc Twoje szansę na jaką kolwiek informacje z mojej strony są równe zeru.
-Nie chcesz mówić, trudno. To Twój zasrany problem, ale wiesz, że teraz będę musiał się Ciebie pozbyć. Za dużo wiesz. -  Raczej stwierdził, niż spytał.
Przełknęłam głośno ślinę. Pozbyć? Czy on ma na myśli to, że chcę mnie zabić. Jak za dużo wiem? Właśnie nic nie wiem, może zechciał byś mnie oświecić? Nie dając mi prawie żadnego czasu na przetworzenie jego słów, zaczął zbliżać się do mnie trzymając ten sam nóż, którym zranił mnie poprzednio. Moje nogi są jak z waty, nie mogę się ruszyć, tylko patrzę jak odległość między nami się zmiejsza. Jednak w porę udaje mi się ogarnąć strach, gdy morderca jest już niebezpiecznie blisko mnie. Robię unik w bok i prześlizguje się pomiędzy jego nagami. Gdy on stoi tam zdezorientowany i próbuje zrozumieć, co właśnie się stało, ja w tym czasie staram się szukać czegoś czym mogłabym się bronić. W pewnej chwili zauważam wazon z kwiatami i niewiele myśląć rzucam go w jego kierunku. Szkło roztrzaskuje się na jego głowie, ale jego ani trochę to nie rusza, zatrzymuje się tylko na chwilę, upuszcza nóż i idzie dalej.
-Tak chcesz się, bawić mała kurewko? Więc zacznijmy zabawę!
W jednej sekundzie jego obrzydliwe łapska zaciskują się na mojej chudej szyi, a ja czuję, że zaczyna mi brakować pwietrza. Szarpie się i próbuje się wyrwać, ale to tylko pogarsza moją obecną sytuację. Na ślepo szukam rękoma jakiegoś przedmiotu, który mółby dać mi klucz do powietrza. Czułam jak teraz życie ze mnie ucieka, ostatkami sił udało mi się coś złapać, szybko dźgnęłam tym mojego oprawcę, a ten tylko zrobił tylko kilka kroków w tył i wyciągnął widelec wbity w jego rękę. Na kuchennym blacie udało mi się znaleźć patelnie i gdy znów ku mnie zmierzał, zamachnęłam się i uderzyłam go nią w twarz. Runął bez życia na podłogę. Mój słodki Jezu, czy ja go zabiłam? Zaczęłam się dławić powietrzem i własnymi łzami. Osunęłam się po ścianie, przyciskając swój lewy bok, o którym wcześniej kompletnie zapomniałam. Pewnie przez nagły dopływ adrenaliny nie czułam bólu, ale teraz każdy najmniejszy wdech i wydech bolał jak milion wbijanych szpilek. Gdzie jest jakiś telefon? Z niesamowitym bólem jakoś doczołgałam się do nieprzytomnego mężczyzny. Znałazłam w kieszeni jego bluzy telefon. Cholera ma hasło. Drzącymi rękoma próbowałam wpisać cztery jedynki, czyli jedną z najbardziej możliwych opcji. Udało się! Ten idiota naprawdę miał takie hasło. Łzy ciurkiem spływały mi po twarzy, musiałam wyglądać strasznie. Czułam jak robi mi się coraz bardziej słabo, szybko wpisałam znany mi numer i czekałam, aż osoba po drugiej stronie odbierze telefon. Szybciej, proszę Cię.
-Halo? - Dziękuję, że mnie wysłuchałeś.
-James, pomocy. - Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić i zaczęło się robić ciemno. Czy tak będzie wyglądać mój koniec?

_______________________________________________________
I mamy 8 rozdział! Po 9 miesiącach, ale mamy! :) Wiem, że mnie za to zabijecie. I tak wydaje mi się, że ten rozdział jest nijaki i słabo mi wyszedł. Na pewno nie tak jak chciałam. :( Źle mi wyszło opisanie tego, przyznam, że sam pomysł mi się podoba, ale wykonanie już nie. Spieprzyłam sprawę. Przepraszam, może uda mi się jakoś to poprawić. Może inna perspektywa, byłaby tu lepsza?
Tym razem coś nowego powinno pojawić się jescze do Świąt. :))
Tym czasem żegnam się z miłym Państwem ;*






2 komentarze:

  1. O mój Boże prawie się popłakałam. Już myślałam, że ją zabiją i nie bd big love z Jamesem(kibicuje im od początku) :o dobrze, że go walnęła tą patelnią
    To pewnie ten były Mai go nasłał albo to on..
    Mam nadzieję, że James dotrze na czas :3
    Fajny i czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. JA WIEM, A JA WIEM KTO TOOOO!
    Tak, musiałam się pochwalić, bo to w końcu mnie miał napaść, muszę jeszcze wyjść z szoku :"))))
    A ja wciąż pindziu się z ciebie śmieję, że twoja bohaterka jest niereformowalna. PO CO DZWONIĆ PO POGOTOWIE BEZ ZGADYWANIA HASŁA, LEPIEJ PO JAMESA. ;-;
    Zabiłaś faceta patelnią? MOJA KREW XDD
    Nazwij ją Hanka-wyjęłam ją z kartonów i silna babka z niej.
    Ale in general polecam.

    http://certified-mind-blower.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń