czwartek, 1 stycznia 2015

Three

Otworzyłam drzwi, w których stała moja droga przyjaciółka.
— Hej kochanie! – Rzuciła mi się na szyje — Mam prezenty! – Krzyknęła uradowana, ale jej twarz nieco stężała, gdy zajrzała do środka. 
Odłożyła walizkę i torby, zrzuciła ze stóp obcasy i weszła do pokoju. Myślałam, że mnie zabije, co jednak nie nastąpiło. Zaczęła się śmiać jak opętana. Czym obudziła Logana, który widząc w jakim jest stanie omal nie zwymiotował.
— Kendall, skarbie bokserki nosi się gdzie indziej – Powiedziała z uśmiechem przechodząc tanecznym krokiem.
– Ree idź się umyć, ja przyniosę mopa. A Ty Maslow widzę, że to była dzika noc. – Zamajtała brwiami, a ciemnooki się uśmiechnął kręcąc głową z dezaprobatą. W tym samym momencie wszedł Carlos padając u stóp Mai.
— Boziu, gdzieś Ty była, tak tęskniliśmy. – Zaczął udawać, że płacze, łapiąc ją za stopę.
— Ej, Latynos chyba jeszcze nie wytrzeźwiałeś. – Mruknęła rozbawiona.
— Vi w kuchni, w trzeciej szufladzie od lodówki jest aspiryna. Przyniesiesz?
Gdy kiwnęłam głową, dziewczyna poszła po mopa. Nalewając wody do kubków i niosąc tabletki wciąż nie mogłam pojąć tego, że się nie zezłościła. Ona mnie zaskakuje za każdym razem. Gdy przyszłam, podłoga była posprzątana, a James z Kendallem właśnie wychodzili ubrani z łazienki.
— Nawet nie wiecie jak tęskniłam – Przytuliła Maslowa i Alexę po czym podeszła do Schmidta i pocałowała go w policzek, a z Loganem i Carlosem przybiła żółwie.
— Widzę, że już poznaliście Victorię. To co? Chodźcie, mam prezenty dla całej bandy.
Zaprosiła nas do kuchni. Henderson z Peną pobiegli przepychając się w korytarzu, a za nimi, próbując ich uspokoić Alexa i Kendall. Ostatni, czyli ja i James, szliśmy wolnym krokiem.
Gdy weszliśmy każdy już szukał torby ze swoim imieniem. Czułam się jak w święta. Latynos dostał zegarek, Maslow – krawat od Yvesa, Logan – markowe okulary przeciwsłoneczne, Schmidt – nieśmiertelnik, blondynka – piękną złotą bransoletkę, a ja mówiąc oczywiście, że nic nie chcę i tak dostałam prześliczną sukienkę od Prady.
Oczywiście wszyscy ją wyściskaliśmy, ale dziewczyna widząc stan niektórych osób w naszym gronie, wysłała połowę do łóżek, a sama Maya wzięła się za gotowanie obiadu. Ja, przechodząc zauważyłam, że dołączył do niej Kendall. I przysłuchawszy się ich rozmowie można było stwierdzić, że ją podrywa, tym swoim pijackim bełkotem. Państwo PenaVega byli cicho, Logan i James za to szaleli na łóżku w sypialni Mai. Skończyło się na obitym łokciu Maslowa i limie Hendersona. Przez ten cały czas kiedy Mercer gotowała obiad, ja krzątałam się z jednego pokoju do drugiego pilnując, żeby nikt nie zrobił sobie większej krzywdy. Około piętnastej wszyscy przywlekli się do stołu.
— Maya może opowiesz jak poznałaś chłopaków? – Odezwałam się pierwsza. Byłam ciekawa, jak ona to zrobiła, jaka była jej historia.
— No więc tak – zaczęła — Gdy wylatywałam z Polski razem z Lili, nagle coś stało się z samolotem i byliśmy zmuszeni do przesiadki. Jako, że żadna z nas nie latała nigdy sama w przestworzach, to obie siedziałyśmy z paznokciami wbitymi w siedzenia. Wtedy jakiś uroczy mężczyzna szturchnął mnie w ramię i uśmiechnął się do mnie życzliwie. Jak się domyślasz był to James. Potem zaczęliśmy rozmowę i przedstawił mnie swoim przyjaciołom. Nie wymieniliśmy się numerami, więc myślałam, że już go więcej nie spotkam. Pech chciał, że spotkałam go wieczorem, następnego dnia, gdy wracałam z sesji. Gdy był nachlany, że aż staczał się w dół chodnika. Postanowiłam zgarnąć go do siebie, zanim zrobi to policja. Rano był kompletnie skrępowany i nie wiedział co się stało. I pomijając fakt, że myślał iż się ze mną przespał, to poranek był całkiem miły. Następnego dnia odwiedził mnie z chłopakami i do tej pory tak robi. – Tym akcentem zakończyła swój długi monolog.
Chłopacy poszli po osiemnastej. Mercer postanowiła, że powinnyśmy zrobić babski wieczór jak za dawnych lat. Malowałyśmy paznokcie, robiłyśmy sobie nawzajem fryzury i makijaże, a przy tym cały czas rozmawiałyśmy na różne tematy. Miedzy innymi o tym ile się zmieniło, odkąd wyjechała. Jak to się stało, że tu przyjechałam. Jak mi jej brakowało i jak jej brakowało mnie. O tym jak sobie radziła z rolą rodzica i jak dogadywała się z siostrą, potem  trochę plotkowałyśmy o chłopakach. Dowiedziałam się, że spotkała takiego jednego, całkiem przystojnego i miłego. Są już razem od jakiegoś czasu. 
Dłuugo jeszcze rozmawiałyśmy o rożnych bzdurach, spać położyłyśmy się dopiero po piątej nad ranem, a wstałyśmy po trzynastej.
Po szybkim odświeżeniu się poszłyśmy z Mayą do jej ulubionego baru na śniadanie. Jedzenie wprost rozpływali się w ustach. Oczywiście pod pretekstem kupna jednej potrzebnej rzeczy, weszłyśmy do Galerii. Potem okazało się, że Mercer chciała nabyć "tylko" kilka nowych ciuchów i to nie tylko dla siebie. Przeliczyłam się myśląc, że nie kupimy dużo, a w dodatku wszystko z górnej półki. Moja uparta przyjaciółka oczywiście musiała za wszystko zapłacić i nie było co mówić o jakimkolwiek proteście. Także skończyło się na tym, że weszłyśmy do jednej czwartej sklepów tej "małej" Galerii, gdzie z każdego wyszłyśmy z co najmniej dwiema torbami ciuchów. I tak każda z nas obładowana chyba tysiącami przeróżnych rzeczy wyszła z Centrum Handlowego. I tylko sam Bóg wie jak udało nam się stamtąd wyczołgać. Gdy Maya już miała dzwonić po taksówkę, podjechał do nas samochód, gdy szyba samochodu powoli otwierała się my zaczęłyśmy rozpoznawać dwie dobrze znane nam twarze, siedzące na dwóch przednich siedzeniach pojazdu.
— Obrabowałyście sklep? – Zapytał chichoczący Schmidt.
— Nie, my tylko byłyśmy ma małych zakupach. – Odpowiedziała mu Maya z bardzo poważną miną, jakby w ogóle jej to nie bawiło. Tak swoją drogą małe zakupy? Kochana chyba się przejęzyczyłaś.
— Małe? – Zapytał ze zdziwieniem James, który chyba podzielał moje zdanie co do wielkości tych zakupów, a może to telepatia? — To jakie muszą być duże? – Tym razem nie wytrzymali i obaj zaczęli się śmiać wniebogłosy.
— Ha, ha, ha bardzo śmieszne, aż tarzam się ze śmiechu. - Brunetka odpowiedziała udając, że ją to bawi. Ta kobieta nigdy nie lubiła żartów na temat zakupów.
— Może was podwieźć? Właśnie jedziemy w kierunku Twojego mieszkania, a zobaczyłyśmy Was i pomyśleliśmy czy, może nie potrzebna wam podwózka. To co? – Zapytał brunet.
— Jasne, czemu nie. I tak miałam właśnie dzwonić po taksówkę. – Teraz moja najdroższa przyjaciółka odpowiedziała mniej poważniej niż wcześniej i nawet dostrzegłam uśmiech na jej twarzy.
Chłopacy wysiedli z samochodu i pomogli nam schować te wszystkie torby w bagażniku. Ja zdobyłam się na krótkie "Dziękuje" w stronę Jamesa gdyż on pomagał mi, a Kendall Mai. I to było pierwsze co powiedziałam do tej pory od ich spotkania. Może to ze względu na moją nieśmiałość?
Mężczyzna odwiózł nas, a Mercer zaprosiła chłopaków do środka na kawę. Chłopcy zgodzili się przyjść na chwilę. Rozgościli się w salonie, a ja pomogłam brunetce w kuchni. Wyłożyłam na wielki talerz ze trzy rodzaje ciastek i dwa ciasta, które Maya kupiła w cukierni pod moją nieobecność, gdy załatwiałam swoje potrzeby fizjologiczne. Zaniosłam je do pokoju, gdzie przybywali nasi goście. Ależ ja mam wyczucie czy musiałam akurat wejść, gdy James pytał się swojego towarzysza:
— Czy myślisz, że powinienem się z nią umówi.. – Oczywiście w tym momencie zamilkł, gdyż właśnie weszłam do salonu — Powinienem się umówić do fryzjera? 
Kendall zmarszczył brwi i spojrzał na mnie, a ja tylko podałam im ciastka i wyszłam z tego pomieszczenia tak szybko jakby gonił mnie sam diabeł.
Biorąc kilka głębokich wdechów ruszyłam w kierunku kuchni, by pomóc Mai przy kawie.
A wracając do Jamesa myślę, że jego włosy mają się świetnie i chyba każdy wie o co mu chodziło. Jednak mniejsza, nie będę w to wnikać. Chociaż nurtuje mnie to z kim chciałby się umówić? To pytanie towarzyszyło mi całą drogę do kuchni. Dopiero gdy zobaczyłam opadającą na krzesło Mayę, trzymającą się jedną ręką za głowę, a drugą opierającą się blatu stołu, mój mózg zmienił tok myślenia, a moje nogi przyśpieszyły kroku na ratunek brunetce.
— Wszystko porządku nic Ci nie jest? Co się dzieje? – Spytałam zmartwiona stanem swojej przyjaciółki.
— Nie, nic mi nie jest. Zwyczajnie zakręciło mi się w głowie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. – Powiedziała powoli podnosząc się z krzesła. — To pewnie ze zmęczenia, dużo dzisiaj chodziłyśmy, jeszcze ta podróż i to zarwanie nocy. Nie martw się tym. – Uśmiechnęła się do mnie i przytuliła w nadziei, że nie będę już o tym myśleć. Chociaż nie byłabym tego taka pewna. Ona również nie wyglądała też, by swoją odpowiedzią przekonała samą siebie. Wzięła do ręki jeden z kubków, z parującym gorzkim napojem i postawiła na tej samej tacy, na której jeszcze niedawno znajdowały się wyroby cukiernicze, które jak myślę aktualnie wędrują przez układ pokarmowy naszych gości. Chwyciłam miskę, w której znajdował się cukier i szłam za brunetką, pogrążona w swoich myślach.
Chłopaki wyszli po telefonie od chłopaka Mai. Sam Kedndall wydawał się lekko zdenerwowany i smutny możliwe, że także zawiedziony. W sumie to z jednej strony dobrze i tak w sumie całą rozmowę milczałam. Co jakiś czas pytana o coś, dawałam krótką, aczkolwiek chyba zadowalającą odpowiedź lub gdy wszyscy się śmieli ja udawałam, że również to robię. Byłam przez całe spotkanie jakaś nieobecna. Może dlatego, że martwiłam się stanem przyjaciółki albo dlatego, że zastanawiałam się kogo Maslow miał na myśli myśląc randce? Może, to ze względu tęsknoty za domem i rodziną? Za siostrą, mamą i tatą. Tym życiem na spokojnej wsi. Jeszcze jedno zaprzątało mi głowę, czy ja przypadkiem nie za dużo myślę o tym całym Jamesie? Chyba się w nim nie zakochałam? Boże Wszechmogący jak takie słowa mogły mi się w ogóle przejść przez głowę ja chyba powariowałam.
Obie położyłyśmy się spać bardzo wcześnie, chodź mi osobiście tej nocy sen nie przychodził tak łatwo. Rano zjadłyśmy śniadanie i poszłyśmy się ubrać. Brunetka mówiła, że dziś musimy iść w jedno, bardzo ważne miejsce. Wsiadłyśmy do samochodu, a po pewnym czasie zaparkowałyśmy. Stanęłyśmy przed ogromnym szarym budynkiem z mnóstwem okien. Przed wejściem widniał duży napis "Agencja Modelek".

wtorek, 30 grudnia 2014

Two

Poczułam coś mokrego na moim policzku. Leniwie przesunęłam rękę w tamto miejsce. Czy to ślina? Fee.. Ziewnęłam głośno powoli otwierając oczy. Przed moją twarzą widniał obraz małego Maltańczyka. No tak! Rozentuzjazmowana odrzuciłam z siebie kołdrę i porwałam szybko zwierzątko na ręce.
— Heej mała! Poznajesz mnie? To ja Wiktoria! Pamiętam Cię jak jeszcze byłaś takim małym szczeniaczkiem. – Dobrze znałam tego pieska była malutkim słodkim szczeniaczkiem gdy Maja adoptowała ją wraz z Lili jakieś trzy lata temu. Pamiętam, że ona też wiele przeszła. Nie wiele urosła, a zmiany w jej wyglądzie nie zaszły jakieś diametralne.  Wciąż była tak samo urocza jak niegdyś.
— Może jesteś głodna? – zaczęłam szukać po tym ogromnym domu jakiejś psiej karmy, wtedy przybiegła do mnie Sisi i zaprowadziła do jej psiego królestwa. James chyba zapomniał mi pokazać tą część mieszkania Mai. Wcale się nie zdziwiłam kiedy weszłam do kolejnego dużego pokoju. Było w nim mnóstwo zabawek, wiele różnych rzeczy i kosmetyków do pielęgnacji psów. Na końcu w rogu pokoju stała szafa, z jedzeniem dla Maltańczyka. Nakarmiłam ją i ruszyłam w stronę czerwonej sypialni wyjęłam stary telefon mojej przyjaciółki, którym był Iphone 5S. Wcisnęłam guzik uruchamiający urządzenie po czym ruszyłam pod prysznic. Po drodze zerknęłam jeszcze na zegarek, który wskazywał godzinę 13:47. Włączyłam radio oddając się całkowicie lecącej w niej piosence zaczęłam śpiewać i tańczyć na tyle na ile pozwalał mi na to prysznic. Po dwudziestu minutach byłam już wykąpana i sucha. Ubrałam bieliznę i wyszłam z łazienki. Następnie ruszyłam w kierunku garderoby aby wybrać jakiś strój na dzisiaj. Kiedy weszłam do pomieszczenia, oczywiście na środku pokoju stał wczoraj poznany przeze mnie mężczyzna.
— Święty Boże, James! Co ty tu robisz? – Krzyknęłam szybko sięgając po pierwszą lepszą rzecz ze stolika i próbując nią zakryć swoje praktycznie nagie ciało. Oczywiście ową rzeczą musiało być nie co innego jak marynarka Maslowa.
— Hej i Ciebie też miło widzieć. Wczoraj mówiłem, że wpadnę. Masz załóż to! – Powiedział nagle rzucając we mnie ubraniem, które wcześniej trzymał w rękach. Zwinnie niczym kot złapałam lecące w moją stronę zawiniątko, upuszczając przy tym marynarkę chłopaka. W tej chwili przeklinam swój refleks. Rozłożyłam materiał przed sobą materiał, w duchu licząc, że choć trochę mnie zasłania. W rękach trzymałam krótką czarną na moje oko obcisłą sukienkę w ciemno i jasnoróżowe kwiaty, które z daleka wyglądały jak ciekawie wyglądające plamy. — Dziś jest bardzo gorąco. – Dodał po czym uśmiechając się pościł do mnie oczko.
Poszłam do sypialni by się ubrać i przemyśleć to co się przed chwilą stało. Przepraszam czy tylko mi to się wydawało dziwne? Przecież weszłam do pokoju prawie naga, gdzie stał facet, którego w ogóle nie znam.
Gdy gotowa wróciłam do garderoby, James jak gdyby nigdy nic się stało powiedział:
— No i teraz możemy już iść! – Uśmiechnął się i podał mi spakowaną torebkę. Gdy zajrzałam do jej środka było tam wszystko czego potrzebowała kobieta by mieć pod ręką, nawet stary telefon Mai. Zastanawiało mnie tylko jedno czy to już tam było czy on to zrobił.
— Zresetowałem Ci telefon i zapisałem Ci kilka numerów, które mogą Ci się przydać. – Powiedział nagle odpalając silnik samochodu. Zupełnie tak jakby czytał mi w myślach.
— Dzięki. Czekaj! Kiedy zdążyłeś to zrobić? – Zapytałam z niemałym zdziwieniem.
— Kiedy byłaś pod prysznicem rzecz jasna. Przy okazji załapałem się na Twój całkiem udany koncert. – Zaśmiał się za co oberwał w ramię i oboje wybuchliśmy głośnym śmiechem.
Po dziesięciu minutach jazdy byliśmy przed ogromnym centrum handlowym. Maya dała mu numer do swojego konta i powiedziała, że mam wybrać tyle pieniędzy ile będę potrzebowała. Oczywiście źle się z tym czułam i postanowiłam sobie, że jak tylko coś zarobię, a liczę, że nastąpi to wkrótce, to oddam jej wszystko co do grosza.
Uzupełniliśmy zapasy środków czystości, artykułów spożywczych oraz karmy dla Sisi. Po jakiś trzech godzinach tych wszystkich zakupów poszliśmy w końcu coś zjeść. Dzień minął mi niewyobrażalnie bardzo szybko w towarzystwie Maslowa.

Następnego poranka mój sen zakłócił dzwonek mojego telefonu. Któż inny mógłby dzwonić jak nie brunet.
— Halo? James? Po co dzwonisz do mnie tak wcześnie rano? – Spytałam zaspanym głosem.
— Przepraszam, nie chciałem Cię budzić, ale jest już po dziesiątej. Dzwonię by Ci powiedzieć, że organizujemy z chłopakami imprezę na plaży. Pomyślałem, że w sumie co będziesz robić sama w domu. Może miałabyś ochotę wpaść?
— Z wielką chęcią przyjmę Twoje zaproszenie.
— Super, cieszę się. Impreza rozpoczyna się o szesnastej, więc przyjadę po Ciebie za dwadzieścia czwarta – Gdy już miałam się z nim pożegnać i zakończyć połączenie szybko dodał. — Victoria tylko pamiętaj, żeby ubrać strój kąpielowy!
— Dziękuje, dobrze nie zapomnę. Pa! – Rozłączyłam się śmiejąc się do telefonu. Spojrzałam na zegarek i spokojnie stwierdziłam, że mam mnóstwo czasu.
Zjadłam porządne śniadanie, a następnie wzięłam krótki prysznic dla odświeżenia. Teraz czekało mnie już najtrudniejsze – ubrać się. Jednak po dwóch godzinach mordęgi udało mi się wykonać to zadanie. Zrobiłam na szybko jakiś delikatny makijaż, a włosy postanowiłam tylko rozczesać. Nim się spostrzegłam była już 15:38 szybko wzięłam torebkę, zamknęłam drzwi kluczem i wyszłam z mieszkania. Tak jak myślałam Na dole byłam równo o za dwadzieścia czwarta. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy z Jamesem w odpowiednim kierunku.
W końcu w oknie dostrzegłam plaże, na której było mnóstwo ludzi. Jechaliśmy dalej, aż w końcu zatrzymaliśmy się i wysiedliśmy z pojazdu. Plaża na której się znajdowaliśmy niby wyglądała na dokładnie tą samą, na którą spoglądałam przez szybę samochodu, jednakże różniła się od tamtego miejsca, na które jeszcze niedawno spoglądałam. Ta była znacznie bardziej spokojna i wiele mniej zaludniona. Woda była bardzo czysta, niemalże  przeźroczysta. Na błękitnym niebie nie było żadnej chmurki. Jasny piasek mienił się w słońcu, które grzało pustynnym żarem. Teraz żałowałam, że rozpuściłam włosy. Gdybym upięła je w koka było by mi chłodniej. Jestem niemal pewna, że zaraz będę czuła się jak frytka na rozgrzanym oleju. Wzięliśmy z bagażnika wszystkie znajdujące się tam rzeczy i udaliśmy się do grupki ludzi, która przebywała przed średniej wielkości drewnianym szałasem.
— Cześć, jestem Kendall. – Przywitał się ze mną przystojny brunet - A to jest Logan i Carlos. - Pokazał na dwójkę chłopaków.
— Miło mi Was poznać, ja jestem Victoria. – Uśmiechnęłam się podając im swoją dłoń.
— Jesteś dziewczyną Jamesa? – Spytał Latynos na co ja zakrztusiłam się właśnie pitym przeze mnie drinkiem.
— Nie...My...Ja...Nie! Nie jestem jego dziewczyną. — Od kiedy zaczęłam się jąkać jak małe dziecko przyłapane na jedzeniu słodyczy tuż przed obiadem?
— Carlos?! – Wszyscy zganili chłopaka, przeszywając go morderczym spojrzeniem. Przysięgam gdyby wzrok mógłby zabijać, biedak już byłby martwy.
— No co? Tylko pytałem – Zrobił tylko niewinną minę i począł zapchać się jakimś jedzeniem.
Atmosfera z czasem się nie co rozluźniła. Zdążyłam zakolegować się już z żoną Latynosa – Alexą
Wypiłam już niemałą ilość alkoholu, ale nie byłam jeszcze pijana czego nie można powiedzieć o Kendallu czy Loganie.
Pamiętam, że po trzeciej impreza przeniosła się do domu Mai, dalsza część nocy jak przez mgłę. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam w domu bałagan. Schmidt leżał na kanapie przykryty kołdrą, a na głowie miał swoje majtki, chyba swoje... Henderson leżał na podłodze cały w wymiocinach. Cóż..mam nadzieje, że przynajmniej nie należą do kogoś innego. Państwo PenaVega leżeli w jednej z sypialni, a Sisi lizała ich po twarzy. Ja obudziłam się na nagim torsie Jamesa. Musieliśmy ostro zabalować, dobrze, że Maya nie widzi tego całego bałaganu. Spaliłabym się ze wstydu, gdyby to zobaczyła. 
Ruszyłam do drzwi, żeby otworzyć osobie, która usiłowała wejść do środka mieszkania. Oby to nie była policja. Po drodze spojrzałam w lustro, które wisiało na ścianie w przedpokoju. Moje włosy wyglądały jak bocianie gniazdo, ubrania były pogniecione i gdzieniegdzie pokryte jakimiś plamami. Boże, co ja robiłam tej nocy?
Otworzyłam drzwi, w których...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na początek chciałam was przeprosić za długość i jakość, ale chciałam go dodać przed Nowym Rokiem. Mógł wyjść lepiej, ale brak weny.
Dziękuje wam kochani za tyle komentarzy i wyświetleń to naprawdę bardzo dużo znaczy. Zdziwiło mnie to, że były one pozytywne, spodziewałam się negatywnych.
I na koniec. Życzę wam wszystkiego dobrego, by spełniły wam się wszystkie marzenia, których nie zdążyliście spełnić w tym roku. I chyba najważniejsze zdrowia, miłości,weny, pijanego Sylwestra do białego rana! Szczęśliwego Nowego Roku Moi Drodzy!
+Jak myślicie kto stoi w drzwiach?
~Wiktoria

piątek, 26 grudnia 2014

One

Wysiadłam z samolotu. W mojej głowie wciąż tkwiły ciągłe szepty na mój temat, które słyszałam podczas odbytej przed chwilą podróży. Tak, to prawda, że mam na sobie dokładnie taką samą białą suknie, które noszą przyszłe szczęśliwe mężatki w dniu kiedy mówią temu jedynemu sakramentalne "tak". Jednak to nie jestem ja. Nie ma co szukać uśmiechu na mojej twarzy, tak jak pierścionka na moim palcu. Więc po jaką cholerę mam suknie ślubną na sobie? Też wciąż zadaje sobie to pytanie. Także naprawdę byłoby mi miło gdybyście ludzie w końcu przestali mnie oceniać, bo mam już dość problemów na swojej głowie. Nie potrzebuje jeszcze niezbyt dyskretnych spojrzeń i uwag skierowanych w moją stronę.
Z tą myślą udałam się w stronę najbliższej taksówki. Otworzyłam przednie drzwi samochodu i weszłam do środka.
— Dzień dobry. – Odezwał się taksówkarz z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Mężczyzna na moje oko wyglądał na około czterdzieści lat.
— Dzień dobry. – Odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech —Pod ten adres poproszę. – Podałam mężczyźnie karteczkę w odcieniu beżu, z zapisanym adresem, pod którym mam szczerą nadzieje, jeszcze mieszka moja przyjaciółka.
Nie widziałam jej ponad rok i bardzo za nią tęskniłam. Wyjechała do Los Angeles parę lat temu z rodzicami oraz siostrą. Jednak w każde lato przyjeżdżali na wakacje do Polski. Niestety podczas ostatniego pobytu nie skończyło się to dla nich zbyt dobrze. Gdy jechali na lotnisko drogi były śliskie, a widoczność słaba z powodu warunków atmosferycznych. Tego dnia na dworze szalał istny armagedon. Deszcz i grad padały siarczyście, a wiatr był tak silny, że wyrywał drzewa. Na ich nieszczęście kierowca wjechał w ich samochód, jak się potem okazało ów kierowca był pod wpływem alkoholu. Łajdak przeżył, ale zabij dwie osoby. Straciła oboje rodziców i została sama z młodszą siostrą. Bardzo przeżyły ich śmierć i zaczęły się od siebie oddalać. Było jej ciężko, ale podobno z czasem coraz lepiej sobie radziła z rolą rodzica. Jednak nie jestem pewna czy pisała mi o wszystkim, co się u nich dzieje. Potem miała wtedy dużo spraw na głowie i nasz kontakt coraz bardziej zanikał, aż w końcu w pewnym momencie się urwał.
— To tutaj, piękna okolica. – Moje myśli przerwał wciąż uśmiechający się mężczyzna.
— Dziękuje ile płacę?
Po otrzymaniu odpowiedzi od taksówkarza wyskrobałam pieniądze po kilkudziesięciu sekundach szukania ich pomiędzy stronami paszportu i podałam je temu uprzejmemu człowiekowi. Pożegnałam się z mężczyzną i życząc mu miłej pracy wyszłam z samochodu. Zamknęłam żółte drzwi pojazdu i następnie udałam się pod klatkę. Weszłam do środka i szłam schodami w górę, szukając na drzwiach numeru, pod którym mieszkała moja przyjaciółka. Gdy w końcu znalazłam upragnioną siódemkę, która znajdowała się na drewnianych drzwiach w kolorze mahoniowym, zapukałam w nie dwukrotnie. Jednakże nie doczekałam się żadnego odzewu ze strony właścicielki. Myśląc, że może mnie nie słyszą postanowiłam zadzwonić dzwonkiem, lecz w efekcie usłyszałam tylko szczekanie. Tego się właśnie obawiałam. Po nieudanych próbach dostania się do mieszkania udałam się do drzwi obok, gdzie po zaledwie paru sekundach od zapukania otworzyły się, a moim oczom ukazała się urocza starsza pani.
— Dzień dobry, poszukuję Mai Mercer. Wie Pani może, gdzie ją znajdę?
— Dzień dobry. O tak! Oczywiście, że wiem! – Jak na starszą osobę miała dużo energii, gdy wypowiedziała ostatnie zdanie myślałam, że zaraz podskoczy do góry niczym piłka. — Wyjechała do Nowego Yorku ponad 2 miesiące temu, podobno miała jakąś bardzo ważną sprawę do załatwienia. Co jakiś czas, przychodzi tu pewien mężczyzna nakarmić psa i podlać kwiaty. Mogę mu przekazać, że Pani tu była. – Staruszka skończyła swoją wypowiedź z szerokim uśmiechem.
— Nie ma takiej potrzeby. Może wie Pani kiedy wróci? – Podniosłam delikatnie kąciki ust, a w moim sercu zapalił się promyk nadziei.
— Przepraszam, ale niestety nie. – Kobieta wyraźnie posmutniała, a cały wcześniejszy entuzjazm z niej wyparował.
— Dobrze, dziękuje za informacje. Jeśli przyjechałaby to czy mogłaby jej pani powiedzieć, że była tu dziewczyna imieniem Victoria?
— Oczywiście, że przekażę jej przekaże kruszynko. – W jej niebieskozielonych oczach znów można było dostrzec jak zapalają się radosne iskierki. Kiedy usłyszała jednostajny dźwięk dobiegający z jej mieszkania długie, złote kolczyki, które miała w uszach wesoło zatańczyły gdy przechyliła głowę w stronę źródła owego dźwięku. — Oh! To pewnie moje ciasteczka, muszę je wyjąć z piekarnika. Może miałabyś ochotę na trochę magdalenek domowej roboty, Victorio?
— Nie będę tak Pani kłopotać, powinnam już iść. – Odpowiedziałam zaskoczona jej propozycją.
— Jakie tam kłopotać, poczekaj chwileczkę drogie dziecko.
Nim się spostrzegłam jej wysoki kok przyprószony siwizną mignął mi przed oczyma. Wróciła chwile później podając mi do ręki jeszcze ciepły słodki wyrób zapakowany w papier, w kolorze cynamonu. Podziękowałam i z uśmiechem pożegnałam się ze staruszką, życząc jej jeszcze miłego dnia, po czym wyszłam z budynku.
Cholera, co ja teraz mam zrobić? Moim planem było zatrzymać się  u Mai na jakiś czas dopóki nie znajdę  jakiejś pracy i mieszkania. Teraz chyba będę spać pod mostem.
Załamana ruszyłam przed siebie bez celu. Po drodze znalazłam przepiękny park, więc postanowiłam się tam zatrzymać. Usiadłam na ławce i zaczęłam rozmyślać nad co teraz będzie, i co powinnam zrobić w takiej sytuacji. Teraz już nic przecież nie mogę zmienić, uciekłam z domu i nie mogę cofnę mojej decyzji. Boże co ja zrobiłam? Chyba mnie pogięło! Jak mogłam być, aż tak głupia i lekkomyślna! Z jednej strony nie powinnam żałować swojej decyzji przyjazdu tutaj, bo jest najlepszą jaką podjęłam w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. Życie tu powinno być dla mnie lepsze. Jakoś znajdę sposób i się tutaj ustatkuje. Powinnam myśleć pozytywnie, patrzeć na plusy. Jednak czuje się jak egoistka, zostawiając moją ukochaną siostrę z tym wszystkim. Koniec z minusami i negatywnym nastawieniem! Przez swoje przemyślenia nie zauważyłam, że słońce grzeje coraz mocniej, a ja robię się głodna. Wciąż byłam ubrana w tą piekielną suknię, co przyciągało uwagę innych ludzi. Postanowiłam więc szybko spożyć ciasteczka, a następnie udać się do sklepu aby kupić inny strój, a ten spróbować jakoś sprzedać.
Po skończeniu jedzenia słodyczy, które swoją drogą wręcz rozpływały mi się w ustach, wstałam z ławki i skierowałam się ku wyjściu z parku. Przy okazji postanowiłam przyjrzeć się temu pięknemu miejscu. Moje oczy raczył widok dzieci wesoło grających w klasy lub podrzucających piłkę, i ich matek spoglądających na nich co jakiś czas, by następnie wrócić do swoich poprzednich zajęć. Także soczyście zielona trawa i drzewa, śliczne różnokolorowe kwiatki oraz tętniąca życiem fontanna nie uszły mej uwadze. Z ręką na sercu mogę przyznać, że to jedno z najładniejszych miejsc jakie w życiu widziałam. Podziwianie tej scenerii zakłóciły mi jakieś wrzaski. Sprawcą tego był prawdopodobnie jakiś mężczyzna kłócący się z kimś przez telefon. Odwróciłam głowę w kierunku hałasu, który zakłócał spokój parku i zrobiłam krok w tamtym kierunku. Ten pomysł jednak okazał się nie tak dobry jak myślałam, bo zaraz po jego wykonaniu poczułam, że na moich włosach znajduje się coś ciepłego. Skierowałam wzrok na moją sukienkę, była brudna. Krew się we mnie zagotowała, teraz mogę sobie tylko pomarzyć, że uda mi się ją sprzedać, a przecież każdy grosz był dla mnie na wagę złota. Mimo że raczej należę do osób, które się nie wychylają to tym razem tak tego nie zostawię.
— Lepiej to już dzisiaj być nie mogło, niech Pan uważa jak chodzi! Jak ja teraz wyglądam? – Krzyknęłam na mężczyznę, zdejmując z moich włosów kotlet od hamburgera. — Przecież każda kobieta marzy o tym by mieć mięso na głowie, czyż nie tak? –Zwróciłam wzrok na mężczyznę, zbierającego resztki jedzenia, które z kolei lądowały w pobliskim koszu na śmieci.
— Ja mam uważać to przecież Pani na mnie wpadła i to Pani wina, że mój lunch znalazł ziemi. Czy widzi Pani mój telefon? – Pomachał mi przed twarzą zepsutym urządzeniem. Na moje oko wystarczy tylko wymiana szyby i będzie jak z salonu, ale co ja tam wiem.
Coś czuje, że moja chwilowa pewność siebie daje znów daje w długą. Tak jak gniew, który jeszcze parę chwil temu mogłabym porównać z takim samym gniewem, który trawi mnie wtedy gdy ktoś obrazi mojego ulubionego artystę.
— Pan wybaczy, ale to chyba to nie jest odpowiednie miejsce dla mnie. Powinnam wracać z powrotem do domu najbliższym samolotem. Przepraszam ma Pan racje to moja wina. Ile mam Panu zapłacić za zniszczony telefon i hamburgera?
— Nie musi Pa... – Wypowiadając ostatnie słowo spojrzał mi prosto w oczy i zatrzymał się. Jego źrenice były nieziemsko piękne. Można by było się zakochać, ale teraz to nie na moją głowę. — Nie musi Pani, ja też powinienem panią przeprosić, pokłóciłem się z rodzicami, a potem jeszcze z kimś. Wszystko robię szybko, żeby zdążyć na czas, a życie ucieka mi przez palce. Nawet bym nie zauważył, że czeka mnie bliskie zderzenie z taką piękną kobietą. – Po usłyszeniu tych słów z ust nieznajomego mężczyzny poczułam, że na moja twarz zaczyna zmieniać się w dorodnie czerwone jabłko. — Może mógłbym Pani jakoś pomóc?
— Nie, nie trzeba. Niech się Pan mną nie przejmuje, jakoś sobie poradzę. – Mruknęłam cicho.
— Właśnie wpadłem na pewien pomysł. Może pójdzie Pani ze mną, wykąpie się i przebierze w czyste ubrania?
— Tylko jednak Pański pomysł ma jeden szkopuł. Ja nie znam Pana, Pan nie zna mnie. Jest Pan pewny, że chcę Pan wpuścić do domu poznaną parę minut temu  obcą kobietę. 
— Jak Pani przed chwilą wspomniała, poznaliśmy się parę minut temu, więc nie jest już Pani dla mnie wcale taka obca – Puścił mi oczko czy mam zwidy? — To co możemy ruszać?
— A skąd ta pewność, że się zgodziłam? – Złożyłam ręce na krzyż tuż pod piersiami.
— Ależ nalegam, chciałbym spełnić dziś jakiś dobry uczynek. Jeśli się Pani zgodzi, to w tym pomoże. — Uśmiechną się, a ja myślałam, że zaraz zemdleje. Jak można mieć taki piękny uśmiech?
— No dobrze, ale pod jednym warunkiem? – Sama się sobie dziwię, że to powiedziałam.
— Jakim? – Spytał, a uśmiech wprost nie schodził mu z twarzy.
— Męczą mnie już te formalności. Proszę mi mówić po imieniu. Jestem Victoria Blank. – Podałam mu dłoń, a on ku mojemu zaskoczeniu zamiast ją uścisnąć to pocałował jej wierzch, jak prawdziwy gentleman.
— Jestem za. Proszę mów mi Maslow, James Maslow. Dziękuje, że pozwolisz mi spełnić dzisiejszy dobry uczynek, dając sobie pomóc. W sumie to ja do tego doprowadziłem nawet nie wiesz jak mi przykro z tego powodu. – Złapał mnie za rękę i gdzieś prowadził. Po kilku minutach drogi przez park dotarliśmy na parking, gdzie stał piękny, czarny Chevrolet.
Otworzył mi drzwi i wsiadłam do samochodu. Jechaliśmy do jego domu jakieś dwadzieścia minut, a mnie się wydawało, że było to znacznie mniejszy odcinek czasu. Zatrzymaliśmy się przed ogromną willą. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się dokoła, weszliśmy do środka. Dom wydawał się być równie wielki na zewnątrz, jak i w jego środku. James zaprowadził mnie do łazienki i pokazał jak obsługiwać wannę, która swoją drogą nawet jej nie przypominała. Nigdy w życiu takiej nie widziałam, do głowy mi nawet nie przyszło, żeby pomyśleć, że takie w ogóle istnieją.
Napuściłam do niej ciepłej wody, zamknęłam drzwi na zamek. Zdjęłam brudną suknie i odłożyłam na bok. Woda zdążyła nalecieć prawie do połowy wanny, więc postanowiłam już do niej wejść do niej i poczułam, że właśnie tego było mi trzeba. Moja kąpiel trwała już dość długo i chciałam ją jeszcze kontynuować, ale pewnie James na mnie czekał. Także nie przedłużając tego co nieuniknione wyszłam z wanny i zaczęłam energicznie wycierać się ręcznikiem. Przy okazji trafiłam na suszarkę, więc postanowiłam z niej skorzystać. Gdy już skończyłam zastanawiałam się co mam robić dalej, ale po chwili przypomniały mi się słowa mężczyzny "Jak już się wykąpiesz w mojej sypialni będą czekać na Ciebie czyste ubrania.". Wyszłam więc na palcach z łazienki na korytarz, rozejrzałam się w prawo i lewo. Wszędzie było dużo pokoi.
— Cholera, który z nich to jego sypialnia – Mruknęłam do siebie, jednak, gdy echo rozniosło się dalej od razu ugryzłam się w język.
Postanowiłam zaryzykować i otworzyłam drzwi po mojej prawej stronie, na szczęście to były te odpowiednie. Na łóżku, a raczej powinnam powiedzieć łożu, leżała spódniczka w kolorze błękitu turkusowego z czarnym paskiem, śnieżnobiała koszula i baleriny w czekoladowym odcieniu brązu. Szybko się ubrałam, a rękawy koszuli postanowiłam nieco podgiąć.
Szukając końca korytarza i próbując sobie przypomnieć jak tu trafiłam, w końcu znalazłam schody, które prowadziły do salonu. W kuchni siedział James, który jedną ręką trzymał chyba nowy telefon, a drugą zapisywał coś w notesie, ale gdy zobaczył, że wchodzę do pomieszczenia szybko skończył rozmowę.
— I jak kąpiel?
— Świetnie, skąd wiedziałeś jaki rozmiar? – Zapytałam pokazując na ubrania.
— Szósty zmysł - Puścił mi oczko i podał mi talerz na którym leżał kawałek pizzy. – Pewnie jesteś głodna.
Najpierw Hamburger, a teraz pizza. To się nazywa zdrowe odżywianie.
— Dziękuje.
— Co Cię sprowadza do LA? – Posłałam mu pytające spojrzenie. — Nie jesteś stąd prawda?
— Nie, ale skąd wiedziałeś?
— Po Twoim akcencie. No i tu nie ma tak pięknych dziewczyn. – Wystarczyła chwila by moja twarz ponownie przybywała kolor dojrzałego pomidora. Powinnam się w końcu wziąć w garść.
— Jestem z Polski, przyleciałam dziś rano. I w sumie to nic szczególnego. Uciekłam w dzień mojego ślubu, do którego zmusili mnie rodzice, stąd ta suknia ślubna. Miałam się ożenić z synem najbogatszej rodziny z wioski, w której mieszkam. Choć teraz to raczej powinnam powiedzieć "w której mieszkałam". Jednak wracając, rodzicom kończyły się pieniądze na utrzymanie gospodarstwa, mnie i mojej młodszej siostry. Ledwo wiązali koniec z końcem, więc mój ojciec zawarł układ z ojcem mojego już byłego narzeczonego, że moja rodzina będzie dostawać sto tysięcy złotych rocznie jeśli odda swoją starszą córkę do ożenku z jego synem. Wszystko odbyło się za moimi plecami, ale zgodziłam się, bo w sumie nie miałam innego wyjścia. W chwili, w której mój ojciec, miał wziąć mnie za rękę i poprowadzić do ołtarza... – Wciągnęłam głośno powietrze do płuc i po chwili kontynuowałam swoją wypowiedź. — Uciekłam. Nie byłam w stanie tego zrobić. Szybko pobiegłam do domu i wzięłam ze sobą tylko paszport i moje oszczędności, z których zostało mi teraz tylko 25 dolarów. Zostawiłam tam całą moją rodzinę. – Przerwałam na chwilę. — Zawiodłam ich. Jestem egoistką.
Spuściłam wzrok w dół i poczułam, że moje oczy stają się wilgotne. James złapał mnie za rękę i pogłaskał kciukiem.
— A do kogo w takim razie się tu tłukłaś? – Spytał ciekawy.
— Mieszka tu moja przyjaciółka, lecz niestety nie zastałam jej w domu. Niby wyjechała dwa miesiące temu do Nowego Yorku i jeszcze nie wróciła. Teraz nie wiem  co będzie dalej.
Westchnęłam, a mężczyzna zaczął mi się uważniej przeglądać.
— Czy Twoja przyjaciółka jest średniego wzrostu brunetką o niebieskich oczach?
— Dokładnie tak, a co z nasz ją? – W moich oczach pojawiły się iskierki nadziei, że może wszystko się jakoś ułoży. Choć z drugiej strony to, że przypadkowy mężczyzna spotkany na ulicy zna moją przyjaciółkę brzmi jak jakiś totalny absurd.
— Mayę? Pewnie. To moja przyjaciółka. Rzeczywiście dużo opowiadała o znajomej z Polski, ale wiesz, kojarzenie potencjalnej koleżanki z każdą Polką to mogła być przesada. – Zaśmiał się.
Czy ja nie wspominałam już przypadkiem o absurdzie owej sytuacji?
— A mógłbyś mi pomóc skontaktować się z nią i zapytać czy nie mogłabym u niej chwilę pomieszkać, dopóki nie znajdę pracy i czegoś nie wynajmę. Byłabym Ci bardzo, bardzo i to bardzo wdzięczna. – Posłałam mu szeroki uśmiech.
— Żaden problem. – Maslow wykręcił numer i podał mi komórkę. Po chwili usłyszałam znajomy głos w słuchawce.
Nasza rozmowa była dość krótka. Nie chciałam jej przedłużać więc po otrzymaniu zgody powiedziałam przyjaciółce, że zadzwonię później. Zapisałam sobie jej nowy numer na ręku i podziękowałam Jamesowi. On także moment rozmawiał z Mayą i zakończył rozmowę.
— Słuchaj, mam Ci dać kluczę i pokazać dom. Chodź to może zdążymy do wieczora.
Spojrzałam na zegarek, była dopiero siedemnasta, ale  postanowiłam nie wnikać. Dopiero po wejściu do jej apartamentu zrozumiałam o co mu chodziło. Jej mieszkanie było ogromne. Łazienka, toaleta, dwa pokoje, salon, kuchnia, bawialnia, jadalnia i trzy sypialnie. Na co jej tego aż tyle? Lodówka ku mojemu zdziwieniu nie była pusta. Wręcz przeciwnie była pełna jedzenia! I tak najlepsze czekało mnie na koniec. Podobno Maya przekazała ciemnookiemu, że ma mi pokazać garderobę i mam brać jej ubrania. Po wejściu ogarnął mnie zapach słodkich perfum. Gdy się rozejrzałam oniemiałam. Wszędzie wisiały drogie sukienki. Ku mojemu zaskoczeniu nie wyglądało to jak ogromna szafa. Raczej ekskluzywny sklep czy dom mody, ale na pewno nie garderoba. Chociaż patrząc na zamiłowanie mojej przyjaciółki do ubrań...
— Gdybyś czegoś potrzebowała, Maya powiadomiła mnie, że jej stara komórka z kartą powinien być w trzeciej szufladzie, komody obok łóżka w czerwonej sypialni. Oraz w kuchni jest telefon stacjonarny. Gdybyś czegoś potrzebowała mój numer jest na lodówce. Wpadnę jutro zobaczyć jak się masz. – Mrugnął do mnie całując moją rękę na pożegnanie i znikając mi z oczu.
Postanowiłam poszukać jakiś wygodnych piżam, ale jedyne jakie znalazłam były satynowymi z kolekcji Victoria Secret's. Nie narzekając wzięłam jedną koszulę nocną i o dziwno były miękkie i wygodne. Poszłam do łazienki ale nie mogłam znaleźć żądnego ręcznika. Za to moją uwagę przykuło ogromne urządzenie. Na boku była przyklejona instrukcja obsługi, obrazkowa. Kazano ustać przed wywietrznikami i wcisnąć start. Gdy to zrobiłam, fala powietrza dmuchnęła we mnie susząc mnie idealnie. Jaka technologia... Nagle rozbrzmiał dzwonek telefonu, Dzwonią...Majka!
— Hej! – Krzyknęła do słuchawki.
— Hej! Jakie Ty masz ogromne mieszkanie!
— Co Ty pleciesz? Jest normalnych rozmiarów. Powiedz Ty mi lepiej jak poznałaś Jamesa.
Rozmawiałyśmy do trzeciej nad ranem. Dziwne było to, że mimo tak zakręconego dnia nie byłam w ogóle śpiąca. Włączyłam telewizor, który różnił się od tego co miałam w domu. Był ogromny, wisiał na ścianie i był cienki. Zasnęłam oglądając jakiś film. Obudziłam się po piątej wyłączyłam telewizor i poszłam do jednej z sypialni. Położyłam się i odpłynęłam do krainy Morfeusza.